Witam... Razem z Tanoshi przepraszamy za nasze tak długie czekanie na nową notkę... Obydwie miałyśmy sporo ciężkich dni... Więc przepraszamy. A teraz Ja Kuro zapraszam was właśnie na nową Notkę o KeyJong
W poprzedniej notce:
Jong-------------
Nareszcie doczekałem się upragnionego dnia, gdy nareszcie zostaniemy ponownie sam na sam z Key'em. Musiałem się jak najdłużej nacieszyć czasem spędzonym z ukochaną osobą, bo taka chwila mogła by ponownie nie nadejść za szybko. Głowa zaczęła mi boleć a wręcz rozsadzać, ale starałem się nie pokazywać tego po sobie. To było przecież tylko przemęczenie. Być blisko Key'a było dla mnie jak najlepsze lekarstwo na ból. Obudziłem się ponownie wcześniej od Key'a, ale z nim wyspałem się lepiej niż przez te ostatnie 2 tygodnie. Poczułem jak Key się rozbudza.
- Dzień dobry śpiochu- uśmiechnął się uśmiechnąłem się w jego stronę całując w czoło.
- No cześć. - odpowiedział mi pokazując bardzo pociągający uśmiech.
- Masz pomysł na śniadanie? - zapytałem.
- Hymmm ramen! - odpowiedział mi.
Szczerze podejrzewałem że tak powie, bo wręcz uwielbiał ramen. Spróbowałem wstać ale Key przytrzymał mnie dłuzej.
-Nie idź jeszcze... proszę - jękną, a ja jak zaczarowany nie ruszyłem się z miejsca.
- *kaszl* A nie chcesz na prawdę nic zjeść? - zapytałem.
Key ponownie ręką dotkną mojego czoła.
- Ty naprawdę masz gorącą głowę. - jękną przerażony natychmiast wstając.
Również chciałem wstać, ale Key od razu mnie przytrzymał.
-Kibum... nic mi nie jest - powiedziałem, ponownie próbując wstać, niestety zostałem ponownie zatrzymany.
-Cwelu! Ty masz gorączkę!!! - krzykną na mnie, gdzie na słowo cwel mógłbym sie na niego obrazić.
- Zdaje ci się... - powiedziałem i już siłą woli wstałem z łóżka - No zobacz... po prostu gorąco mi jest w twoim towarzystwie. Wręcz mi serce wali.
Key zarumienił sie na te słowa ale dalej nie dawał za wygraną.
- Połóż się a to ja zrobię ci śniadanie! - i juz go nie było.
Usiadłem zrezygnowany, miałem ochotę sam zrobić śniadanie dla Key'a a nie on mnie. Czekając na młodego, postanowiłem zrobić porządek z moim łóżkiem oraz w całym pokoju.
- Zrobiłem ci już.... dlaczego nie leżysz? - gdy sprzątałem w pokoju wszedł Key, który wręcz zdenerwował sie na widok tego ze nie leżę w łóżku.
Key-------------------------------------
-Głupi Jonghyun. - mruczałem do siebie kiedy schodziłem na dół aby zrobić mu śniadanie. - O cześć.- przywitałem się z Onew bo akurat też schodził na dół.
- I jak tam? - zapytał.
- Cwel jest chory, ma gorączke. - westchnąłem. - I mam zamiar się nim zajmować. - powiedziałem.
- Dobra, dobra. - uśmiechnął się lider. - Ale.. dlaczego wychodziłeś z jego pokoju? Nie spałeś u Siebie? - zapytał mnie. A ja się zarumieniłem.
-N.n.no nie. Spałem u niego w pokoju. - patrzyłem się na swoje stopy.
- Eh.. mam nadzieję że byliście grzeczni- zaśmiał się Onew. - Siema chłopaki a wy już na nogach?- przywitał się z Tae Minem i Minho którzy już jedli śniadanie.
- Cześć. - powiedzieli chórem. Zauważyłem że chłopaki podchodzą do naszego związku już z większym luzem, to dobrze że nas zaakceptowali. Zabrałem się za robienie ramen dla Jonghyuna, nie lubię gotować ale dla niego zrobię wyjątek.
- Key ty gotujesz! - podśmiewywali się chłopaki.
- Tak, gotuję! Zamknijcie się! - powiedziałem trochę zły. Zabrałem się za robienie śniadania dla niego, a oni co chwilę mi dogryzali. Nie było to miłe i miałem ochotę im urwać głowę, więc jak skończyłem to czym prędzej wybiegłem z kuchni do pokoju Jonga. Ale to co zobaczyłem wprawiło mnie w złość.
- Zrobiłem Ci już.. dlaczego nie leżysz? - zapytałem ze złością.
- E...- podrapał się po głowie.- Bo było brudno i nie chciałem abyś siedział ze mną tym nie ładzie.
- Ha ha ha. - żachnąłem się. - Uważaj bo zwracam na to uwagę, wracaj do łóżka. - syknąłem i spojrzałem na niego gniewnie.
- No dobra, dobra. Spokojnie - powiedział i położył się do łóżka. Położyłem mu tacę na kolana. - Co ty tu dla mnie masz? - podniósł pokrywkę garnka. - Ramen. - zaśmiał się.
- Coś Ci nie pasuje? - zapytałem.
- Pasuje, wszystko pasuje. Bo ty nigdy nie gotujesz, więc jestem zadowolony że zrobiłeś to dla mnie. - uśmiechnął się do mnie,tym swoim Jonghyunowym uśmiechem który kocham. Zaczął jeść to co mu przygotowałem.
- Etto.. no i jak? - zapytałem zawstydzony, ten tylko przyciągnął mnie do siebie i pocałował, pocałunek smakował jak ramen.
- Pyszne. - powiedzial gdy już się od siebie oderwaliśmy.
- I masz mnie nie tykać i nie całować bo chory jesteś!- opamiętałem się, trochę nie w porę. Nie chcę aby mnie zaraził. - Ale będę z Tobą siedział całe dnie.- uśmiechnąłem się. - A teraz się kładź i leż! - rozkazałem mojej miłości. XD
- No dobra, dobra. Ale przyjdziesz potem do mnie? -zapytał się mnie z uśmiechem.
- Tak, tak.- zaśmiałem się i wyszedłem wynieść jego śniadanie do kuchni. Pozmywałem i postanowiłem wykonać codzienną poranną toaletę. Przy okazji gdy szedłem do lazienki to zajrzałem do niego, spał jak zabity. No to zajrzę do niego później i skierowałem się do łazienki.
Jong-----------------------------------------
Byłem pełny. Ramen zrobiony przez Key'a, który bardzo nie kwapi się do gotowania był przepyszny. Dawno nie byłem tak syty. Musiałem aż go za to pocałować. - Pyszne.
- I masz mnie nie tykać i nie całować bo chory jesteś!- zagroził mi swoim słodkim palcem - Ale będę z Tobą siedział całe dnie.- uśmiechną sie w mą stronę. - A teraz się kładź i leż! - rozkazał mi.
- No dobra, dobra. Ale przyjdziesz potem do mnie? -zapytałem z nadzieją że znowu go zobaczę. Nawet jak miałem obrzydliwe bóle głowy, key był jedynym lekarstwem na złe samopoczucie.
- Tak, tak.- zaśmiał sie w moją stronę i wyszedł z mojego pokoju.
Z wygodą ułożyłem się na łóżku czekając na mojego kochanego Kibum'a. Nawet nie pamiętałem jak zasnąłem. Widocznie moja gorączka podwyższyła się przez nadmiar miłości do Key'a.
rozbudziłem się dopiero późnym wieczorem. Nie za dobrze się czułem. Obrzydliwie chciało mi się pić, a jeszcze zaczynało mnie boleć gardło. Dopiero teraz zauważyłem żę mam na głowie ziemny opatrunek. Zdjąłem z czoła materiał, wstając z łóżka.
Wyszedłem ze swojego pokoju. Od razu co zrobiłem napadłem na lodówkę i pobliskie szafki, w poszukiwaniu czegoś na ból gardła i czegoś do picia.
W szafce z apteczka, znalazłem tylko lek przeciw bólowy i witaminę C. Wziąłem to co było i wypiłem.
- Rzesz mnie wzięło.. *kaszl* - mruknąłem do siebie.
- No.. to fakt - odwróciłem się.
Oparty o framugę drzwi spoglądał na mnie nie kto inny jak Onew. Coraz bardziej zjawiał się w nieodpowiednich chwilach.
- Idź jutro do lekarza - powiedział do mnie.
- Po co... jutro już będzie mi lepiej - odpowiedziałem.
Onew popatrzył na mnie jak na głupiego. - I ty się spodziewasz że wydobrzejesz?... Jak chcesz.. - po czym odwrócił się i wyszedł.
- Dziwny... - mruknąłem do siebie.
Również sam wstałem odstawiając szklankę do zlewu, nie miałem ochoty po sobie zmywać. Z ciężkością poczołgałem się po schodach. Ledwo doszedłem do pokoju. Poczułem sie gorzej niż wcześniej. Padłem na łóżko, po czym dostałem okropnych dreszczy. Po jakimś czasie udało mi się nareszcie zasnąć.
Rano obudził mnie jednak czyiś krzyk.
- Jong IDZIESZ DO SZPITALA!!!!! GORĄCZKA NIE SPADA!!! - z ciężkością podniosłem się.
Dopiero teraz nieprzytomny skapnąłem się że przede mną stał mój kochany Key.
- Nie trzeba, nic mi nie jest. Gorączki też nie mam - mruknąłem patrząc jak ślepy.
Rozchwiany wstałem chcąc skierować się w stronę szafki. Jednak nagle na moment straciłem równowagę przez co oparłem się na stojące obok mnie krzesło.
-Jong ty głupku! - mruknął do mnie Key, po jego wyrazie twarzy można było stwierdzić ze bał się o mnie naprawdę.
- Pojedziesz do szpitala, a ja tego dopilnuję - Krzyknął.
Przez jego jakże słodki głos nie mogłem się oprzeć. Ubrałem się do wyjścia i nieprzytomny zostałem poprowadzony do taksówki, po którą zadzwonił sam kochany Key.
Key------------------------------------
Gdy prowadziłem go do taksówki to ledwo mógł ustać na nogach. Zawiozłem go do najbliższego szpitala i tam okazało że Jonghyun ma grypę, i jeszcze się przemęczył i nie wyleczył się do końca.
- Hm..powinniśmy go zostawić na obserwacji. - powiedział lekarz. - Ale z racji tego że w szpiatlu nie odpocznie, to przepisałem mu leki i niech siedzi przez tydzień w domu i odpoczywa. Mam nadzieję że to możliwe.
- Tak, to możliwe. Zrobi sobie tygodniowe wolne. - powiedziałem.
- Ale proszę go przypilnować. - dodał lekarz na koniec, gdu już wychodziliśmy. Kiwnąłem głową i wyszedłem razem z Joghyunem. Po dordze gdy jechaliśmy do szpitala, zawiadomiłem chłopaków, których nie było akurat w domu bo pojechali na zakupy a którzy teraz czekali na nas. Pomogli mi załadować ledwo żyjącego Jonghyuna do samochodu i pojechaliśmy do domu. Gdy tylko przyjechaliśmy to pierwsze co to skierowałem go do pokoju.
- Ej, Key. - wycharkał.
- Hmm?
- Przeze mnie miałeś stracony dzień. - powiedział rozżalony.
- Nie chrzań tylko się kładż i leż. - westchnąłem już nieco zły. - I zamknij się i nie otwieraj buzi, bo i tak już jestem na Ciebie zły. Żeby zlekceważyć chorobę, tylko Ty tak potrafisz. - zacząłem być coraz bardziej zły. - Masz tu wodę, opatrunek namoczony zimną wodą i leż. Ja idę coś zjeść i Tobie coś zrobić. - mówiąc to, wyszedłem z pokoju.
Na schodach złapał mnie Taemin.
- I jak on się czuje?- zapytał.
- Mnie się pytasz? A to ja chory jestem? Pewnie źle.
- Idziesz coś mu zrobić?
- Mhm, idę. Chodź mi pomożesz. - powiedziałem uśmiechając się. Taemin poszedł ze mną zrobić coś dla Jonghyuna. Postanowiliśmy zrobić mu rosół, Tae Min wyczytał w internecie że to pomaga i nawet prosto się go robi. Pachniał ładnie i apetycznie więc sami się na trochę skusiliśmy, wyszedł nam naprawdę dobry.
-Ki Bum, ja muszę lecieć bo mamy próbę. A ty jesteś z niej zwolniony. Bedziesz musiał poćwiczyć jak hyung wyzdrowieje, bo jak narazie ktoś się nim musi zajmować. - uśmiechnął się i pomachał mi na pożegnanie.
- No dobra, leć już. - odwzajemnilem jego uśmiech. - Ahh ten Jonghyun. - mruczałem do siebie. Gdy wszedłem do jego pokoju, to on spał. Postanowiłem go obudzić bo nie po to się trudziłem żeby jadł potem zimną zupę.
- Jonghyun...-potrząsałem nim lekko. Nagle objął mnie w talii i przyciagnął. - Puść mnie cwelu i jedz. - syknąłem.
- No dobra, dobra. - westchnął zaspanym głosem. - Po co mnie obudziłeś?
- Bo mam rosół dla Ciebie, ktory zrobiłem z Tae Minem i zimny wątpie żeby był dobry. - powiedziałem mierzwiąc jego włosy. - Więc jedz. - wskazałem na zupę,którą po chwili zaczął jeść. Jak nigdy nie starałem się gotować teraz muszę.
Jong------------------------------------
Key podał mi zupę. Przyznam że byłem trochę smutny tym, że był na mnie zły. Ja tylko starałem się nie opuszczać obowiązków. Rosół Europejski był pyszny.
- Pyszne! - wyrypiałem.
Gardło mnie obrzydliwie bolało. Nigdy aż tak mocno się nie załatwiłem.
-Dlaczego jesteś *kaszl* na mnie zły? - zapytałem nagle gdy zobaczyłem Key'a wychodzącego z miską.
Key popatrzył się na mnie i wyszedł. Zaczynałem się denerwować. Czy już do mnie nic nie czuł?
Same rozterki mam ostatnio z moją miłością. To pewnie była tylko moja zazdrość i samotność jaka czułem.
Położyłem się na łóżko. Przez gorączkę jedynie chciało mi się spać.
- Masz zamiar spać cały dzień? - do mojego pokoju ponownie wrócił Key.
Otworzyłem ledwo prawe oko. - Głowa mnie boli.
Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Musisz wziąć leki. - powiedział podchodząc do mojego łóżka ze szklanką wody.
Usiadłem na brzegu łóżka. Złapałem za szklankę którą podał mi mój ukochany - Dzięki.. to na zdrowie... - połknąłem tabletki jednym haustem. Z impetem postawiłem szklankę na szafce nocnej.
- Może trochę delikatniej - mruknął do mnie Key.
- Przepraszam.... i Dziękuję - wychrypiałem i z powrotem położyłem się na łóżko, okrywając się porządnie kołdrą.
Key widząc moje zachowanie, również wyszedł z pokoju. Tak zostawił mnie samego z wieloma pytaniami.
Zostawił mnie z pragnieniem tulenia się do niego. Znowu wszystko się ostatnio się zmieniło.
Przygryzłem ze złości wargę. Bolało mnie wszystko. Jako kompozytor straciłem sens życia. Dlaczego zaczynałem o tym myśleć? Dlaczego mam poważne myśli że Key już nic do mnie nie czuje? Nie chciałem mieć takich myśli. Naprawdę kocham tego smarkacza, tego słodziaka, tego jego głos i samą osobowość.
Tego jego humory, tego jego uśmiech, oczy.
Tak zasnąłem. Obudziłem się jakoś w środku nocy. Było mi o wiele lepiej niż wcześniej. Wstałem z łóżka i założyłem na siebie szlafrok. Zszedłem na dół by napić się czegoś. Kuchnia była pusta, a miałem nadzieję ze spotkam tam mojego ukochanego. Nalałem sobie do szklanki wody i udałem się do salonu. Właczyłem TV i ściszyłem ile dało się by nikogo nie obudzić. Rozłożyłem się na sofie, nigdy nie myślałem że w nocy leciały bardzo śmieszne filmy komediowe.
Siedziałem i ryłem ze śmiechu. Ale moje zadowolenie nie trwało długo.
Key-----------------------------------------
Nie mogłem spać. Po tym jak opuściłem pokój Jonghyuna,naszło mnie tysiące myśli. A co jeśli poczuje się gorzej i mnie nie będzie przy nim. Nie byłem zły na niego, trochę na siebie że nie zauważyłem tego wcześniej, ale na niego trochę też. Zaniedbał się strasznie. Kręciłem się z boku na bok, nie mogąc zasnąć.. W końcu wstałem i poszedłem zobaczyć co u Jonghyuna, ale nie zastałem go w pokoju. Zacząłem się niepokoić.. Zszedłem na dół, w kuchni go nie było..wszedłem do salonu i zobaczyłem go siedział na kanapie, widocznie się tym zamartwiając. Postanowiłem do niego podejść.
- Co ty tu robisz? - zapytałem się go. Spojrzał na mnie, jego wzrok był jakiś taki nie swój..
- Siedzę nie widzisz. - odpowiedział mi jakoś tak dziwnie.
- No ale dlaczego nie leżysz, przecież jeszcze wczoraj rano umierałeś. - spojrzałem na niego.
- No bo czuję się już lepiej, postanowiłem coś obejrzeć bo nie mogę spać. - spojrzał się na mnie i krzywo uśmiechnął.
- Ale powinieneć leżeć, bo możesz się poczuć gorzej.
- Nie, jest dobrze. - odpowiedział jakimś takim zmienionym głosem.
- Ej Jognhyun co Ci jest? Jesteś jakiś taki.. no.. dziwny.. - powiedziałem lekko zasmucony.
- Nic mi nie jest, może to po chorobie..- odpowiedział mi jakoś tak dziwnie.
- Dobra, nie chrzań przecież widzę że jest coś nie tak. - odpowiedziałem. - Idiota. - mruknąłem. Jonghyun spojrzał na mnie, w jego oczach dostrzegłem ból. Ale dlaczego? Nie rozumiem.
- A co Cię to teraz obchodzi? - zapytał. - To z Tobą jest coś nie tak. Nie odzywasz się do mnie, chodzisz na mnie zły. O CO TOBIE CHODZI?!- spojrzałem na niego zszokowany. Przecież ja nic nie zrobiłem, robiłem dla niego to wszystko.. A ten mnie atakuje.
- Co ty masz kurwa okres czy co? - syknąłem zrobiłem się na niego strasznie zły.
- Zachowuj się. - mruknął. - To ty mnie olewasz, brakuje mi Twojej bliskości. Pf.. o czym ja z Tobą rozmawiam. Widocznie się tylko mną bawiłeś.- syknął złośliwie.
- Jak ty tak możesz mówić, jasne? Boże co za frajer, z kim ja jestem. - westchnąłem strasznie zły. Patrzałem na niego ze złością w oczach.
- Wiesz co, może Cię to nie interesuje ale ja Cię kocham.. Oddałem Ci całe swoje serce a ty co? Zabawiłeś się mną. - czy on właśnie wyznał mi to czego się bałem powiedzieć od dwóch tygodni. Zaczerwieniłem się na twarzy.. - Co zatkało? - zapytał złośliwie.
- Mhm.. bo.. powiedziałeś to na głos..To czego bałem sie powiedzieć... No..bo.. ja.. CIEBIE TEŻ KOCHAM!- te ostanie słowa prawie wykrzyczałem. Zrobiłem się na twarzy czerwony. Czułem jego wzrok na sobie..słyszałem jego kroki jak do mnie podchodzi.. Wziął moją twarz w ręce i spojrzał na mnie. - Jak mnie kochasz to się nie opieraj. - powiedział to całując mnie namiętnie w usta, odwzajemniłem pocałunek. W tym momencie nie obchodziło mnie nic tylko to że znowu mnie przytula i całuje, nie ważne było że jest chory. Ważnie że mnie kochał, tak bardzo jak ja jego. Był to najdłuższy pocałunek jaki w życiu przeżyłem.
- Chodź. - pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do siebie. - Dzisiaj śpisz ze mną, bo nie mogę spać kiedy Ciebie nie ma przy mnie. - zarumieniłem się, myślałem że tylko ja tak mam.
- No..no..dobra. - wyjąkałem. Oparłem się o drzwi gdy je zamknął, Jonghyun podszedł do mnie.
- Kocham Cię. - szepnął mi do ucha i znowu mnie pocałował, tym razem zjeszcze większą miłością niż wtedy na dole, ten pocałunek był przepełniony naszą wzajemną miłością. Wziął mnie na ręce i położyl do siebie do łóżka, sam położył się obok mnie i cmoknął w czoło. - No to teraz mogę zasnąć spokojnie. - uśmiechnął się.
- Ale jak będę chory to pożałujesz. - zaśmiałem się. - Kocham Cię, chodźmy spać. Musimy wstać jutro i wyglądać jak na ludzi przystało.
- Hahah, no dobra, dobra. - uśmiechnął się do mnie. Wtuliłem się w niego i zasnąłem w jego ramionach.. Tak jak to chciałem od kilku dni..W końcu wyznałem to co czuję, i jest mi lżej. Śniło mi się Jonghyun..zresztą jak co noc.
Jong----------------------------------
- Ale jak będę chory to pożałujesz. - zaśmiał sie w moja stronę. - Kocham Cię, chodźmy spać. Musimy wstać jutro i wyglądać jak na ludzi przystało.
- Hahah, no dobra, dobra. - uśmiechnąłem sie. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Rano wyjątkowo wstałem później. Key był rozbudzony i spoglądał na mnie.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się.
Miałem racje najlepszym lekarstwem była obecność Kibuma przy mnie. Czułem się już lepiej, przynajmniej zmniejszył się ból głowy, jakby słoń który siedział na mnie schudł o połowę swego rozmiaru. Nawet złość na niego minęła, ta nasza wariacka pomyłka.
Zaczynało mi jednak czegoś brakować. Czegoś czego nawet bym nie myślał.
-Musimy wstawać bo zaraz bedzie gadanina... - mrukną Key.
Nie chciałem byśmy wstawali. Key jednak wyrwał się z mojego objęcia i wstał. Spoglądałem na niego, mierząc jego posturę wzrokiem od stup do głów.. zaprzestając na jego jego pupie. Przewróciłem głową by się obudzić.
- Jeszcze dzisiaj zostaniesz na domowej obserwacji przypilnuję tego osobiście... - powiedział do mnie poważnie jak nigdy Key, przez co uśmiechnąłem się.
Naprawdę Key doprowadzał mie do wariackich myśli, ale to było wręcz miłe uczucie.
- A gdzie idziesz? - zapytałem.
- Idę do swego pokoju, muszę wziąć prysznic - uśmiechną sie w moją stronę. - Ostatnio zachowujesz się jak dziecko Hyung - znowu porwał mnie ten uśmiech Key'a.
- Dobra dobra... zaraz ci dam dziecko -oburzyłem się.
Również wstałem i ściągnąłem z siebie bluzkę już miałem zdjąć z siebie spodnie od piżamy ale przerwał mi Kibum.
- C-co... ty robisz?... - zapytał mnie nagle Key.
Popatrzyłem się tajemniczo na mojego kochanego. Twarz jego przybierała barwę zupy buraczanej serwowanej w Europie. Przełkną ślinę i wyszedł zostawiając mnie samego zdezorientowanego. Wchodząc do łazienki popatrzyłem na siebie w lustrze.
-'' Co niby ze mna nie tak było?'' Przecież to Same mięśnie - po pozowałem przy lustrze uśmiechając się, aż wreszcie wszedłem do ciepłej wody, zmywając z siebie gorączkę.
Jeszcze nie czułem się za dobrze, ale nigdy więcej niż 4 dni, nigdy nie chorowałem. Teraz tylko dokuczał mi katar i chrypka z lekkim już kaszlem. Szybko wytarłem się i ubrałem coś cieplejszego by przez przypadek sobie nie doprawić, bo Kochany Key był by na mnie obrzydliwie zły. Nagle ponownie przypomniałem sobie scenę gdy przyglądałem sie Key'owi. Dlaczego tak bardzo zacząłem analizować jego posturę. Nigdy tego nawet nie robiłem.
Zszedłem na dół, gotowy i zwarty z pudełkiem chusteczek. Przy stole zastałem Taemina, był dość zamyślony i w dziwny sposób spoglądał na swoją komórkę. Nawet jak wszedłem do pomieszczenia nie zauważył mojej obecności. Podszedłem do niego i zobaczyłem że na komórce ma zdjęcie córki naszego menadżera.
- Co tak nad tym dumasz? Umów się z nią - powiedziałem.
Dopiero wtedy Taemin się ocknął i spojrzał na mnie, instynktownie maknae schował telefon z powrotem do kieszeni.
- O-o co ci chodzi Hyung? - wyjąkał Teamin.
Już nie rozwijałem tego tematu, niech mały sam spróbuje swe możliwości w związkach.
- Nie ważne... - mruknąłem wyciągając chusteczkę i wysmarkałem nosa.
- Już ci lepiej hyung, wczoraj umierałeś przez gorączke - zamartwił sie o mnie.
- Nie bój się mam silny organizm jakaś tam grypa mnie nie pokona - stuknąłem sie prosto w pierś.
- Tak.. dzieki komu nie masz już gorączki - mruknął Kibum wchodząc do kuchni. - Leki mądralo..
Uśmiechną się ukradkiem w moja stronę, po czym zrobił ponownie złą minę jakby dalej byl na mnie zły.
- Znowu jesteście pokłóceni? zapytał Maknae, robiąc minę przypominającą bardzo zmartwioną.
- Nie - odpowiedzieliśmy chórem z Keyem.
Tae uśmiechną się zadowolony.
- To dobrze.
- Łap - powiedział nagle Kibum rzucając mi pudełko z lekarstwem.
Gdybym w ostatniej chwili nie zareagował pudełko z kretesem uderzyło by prosto w moje oko.
-Dobry chwyt, czyli już lepiej ci... - uśmiechną się Key.
- Idę się przebrać... co robicie na śniadanie? - zapytał stojąc już w progu kuchni.
- Jong dzisiaj gotuje... - uśmiechną sie łobuzersko do mnie.
- Nie... on ma zarazki jeszcze - jękną Minho wchodząc do kuchni.
Key, zrobił zrezygnowaną minę. - Dobra ja zrobię ....
Popatrzyłem się na Kibuma. Ponownie zacząłem spoglądać na niego w dość niepokojący sposób, nie mogłem przestać patrzeć na jego usta jak mówi. Te ruchy przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Chciałem je dotknąć. Wręcz ledwo się powstrzymywałem przed przylepieniem się do niego.
Key--------------------------------
Po tym co się działo ostatniej nocy zrozumiałem jak bardzo kocham tego człowieka. Jego ręcę które oplatały mnie talii gdy spaliśmy, jego cichy spokojny oddech gdy śpi, jego pocałunki..To wszytko jest jak sen. Ale.. też zacząłem się niepokoić, ponieważ zacząłem na niego patrzeć trochę inaczej niż zwykle..Gdy zobaczyłem jego mięśnie to się zarumieniłem, nigdy wcześniej tak nie było. Czasem nawet pozwalał mi ich dotykać, bo ja takich jak on nie mam. No cóż.. chyba lenistwo. Bo jakoś nie mam ochoty ćwiczyć tak jak on. Chyba Jonghyun...mnie...podnieca? Tak.. to chyba.. Dlatego taki zawstydzony się czuję. Boję się że on to odkryje.. muszę się trochę trzymać na dystans przy nim jak są chłopacy w pobliżu nas. Chciałbym cały cas go trzymać za rękę, przytulać, całować. Ale nie mogę..
Yhhhh...nienawidze ich.. Każą mi gotować! Jak ja tego nienawidzę! D: Gotowałem tylko dla Jonghyna, ale nnieeeee.. ten musiał mnie wkopać a sam się rozsiadł razem z Minho, Onew i przyglądali mi się jak się krzątam po kuchni.
- Ej a czemu nikt mu nie pomoże? - zapytał maknae wchodząc do kuchni już ubrany w dres.
- No bo.. będziemy patrzeć jak Key gotuje. - odpowiedział złośliwe Minho, on mnie czasem do szału doprowadza. Spojrzałem na nich morderczym wzrokiem.
- Boże ale z was cwele, hyung. - mruknął Tae Min i zaczął mi pomagać. A oni tylko wybuchli śmiechem.
- Zabije ich kiedyś. - szepnąłem sam do siebie. Z pomocą naszego maknane śniadanie poszło mi szybciej. Zrobiliśmy jajecznicę z kanapki. Gdy chłopaki się zajadli śniadaniem zrobionym przeze mnie ja postanowiłem wyjść i przygotować się do wyjścia, ponieważ dziś mamy audycje radiową.
- Em.. no to smacznego. Ja idę się przyszykować. - i wyszedłem. Gdy wchodziłem po schodach, słyszałem za sobą czyjeś kroki.. Nie trudno było się domyślić czyje ony były.
- Czego chcesz? - zapytałem Jonghyuna obracając się.
- Idę się przyszykować tak jak ty. A poza tym nie musisz udawać że jesteś na mnie zły. - mruknął.
- Hm.. nie udaję. Tylko śmiałeś się ze mnie, nawet mi nie pomogłeś. To Taemin już okazał się lepszym pomocnikiem niż ty kiedykolwiek. - powiedziałem z poważną miną. Akurat znajdowaliśmy się przy moim pokoju, nie spodziewałem się tego co Jonghyun zrobi. Zbliżał się do mnie niebezpiecznym krokiem, chciałem jak najszybciej uciec do pokoju. Bo jak by mnie dotknął to już bym go nie wypuścił. Wbiegłem szybko do pokoju.
- Ej, o co Ci chodzi? -zapytałem.
- No bo wiesz..Uważasz że to Tae Min jest lepszy ode mnie..- zaczął. Nie spodziewałem się tego..co zrobię podszedłem do niego i go pocałowałem. Pierwszy raz w życiu pocałowałem kogoś tak sam z siebie. Jonghyun odwzajemnił go z jeszcze większą żarliwościa. Nie wiem co się z nami dzieje, ale nie umiemy przestać się kleić do siebie..
- Smakujesz moją jajecznicą. - mruknąłem po zakończonym pocałunku.
- Która swoją drogą była pyszna. - odpowiedział i uśmiechnął się. - Ale jestem w szoku niespodziewałem się tego po Tobie.
- Bo mnie wkurwiłeś. - mruknąłem. - Musiałem Cię jakoś uciszyć. - uśmiechnąłem się zdradziecko.
- No ale żeby aż tak.. No wiesz mnie to nie przeszkadza. Ale jakoś nie umiem trzymać rąk przy sobie ostatnio, gdy jesteś w pobliżu. - zatkało mnie.. myślałem że tylko ja tak mam. Zarumieniłem się.
- Nie tylko ty. - szepnąłem uśmiechając się. Jonghyun przybliż moją twarz do swojej i pocałował mnie, po czym wyszedł przygotować się do audycji radiowej. Potem cały dzień nie mogłem się na niczym skupić. Audycja wypadła nieźle, poza kilkoma niezręcznymi pytaniami z których musiałem się jakoś wywinąć. Po zakończeniu, manager zaproponował nam kolację w jakiejś restauracji z jego córką. Zgodziliśmy się. A Tae Min skakał do gory jak szalony. Ten dzieciak chyba ją naprawdę lubi. Przez cały dzień od porannego incydentu nie zbliżyłem się do mojego ukochanego. Może to i dobrze.. Ale czułem się taki jakiś nienasycony jonghyunem.. Boże jestem jakiś dziwny!
Jong---------------------------
- Bo mnie wkurwiłeś. - mruknął do mnie - Musiałem Cię jakoś uciszyć. - uśmiechną się do mnie zdradziecko. Zdziwiłem się jego nagłym pocałunkiem, ale było miło. Zaczynałem coraz bardziej... Właściwie coraz bardziej zaczynały mnie świerzbić ręce.
- No ale żeby aż tak.. No wiesz mnie to nie przeszkadza. Ale jakoś nie umiem trzymać rąk przy sobie ostatnio, gdy jesteś w pobliżu. - przyznałem się. Była to prawda. Coraz bardziej miałem ochotę do niego się zbliżyć na niebezpieczną odległość, na taką gdzie nikt jeszcze nie podchodził. Na moje słowa Key zarumienił się
- Nie tylko ty. - szepną do mnie lekko się uśmeichajac. Nie wytrzymałem i zbliżyłem twarz do Kibuma wbijając swoje usta w jego warki. Tak po tym zninałem w swoim pokoju. Byłem wręcz z siebie zadowolony. Ale dlaczego?.... Coraz bardziej zaczynałem sie zachowywać jak... jak jakiś dziwak!
Nawet jak już było mi poniekąd lepiej musiałem, również wybrać się na audycje. Na szczęscie obrzydliwa chrypka znikneła więc nie można było poznać że jeszcze niedawno miałem wysoką gorączkę. Jednak musiałem uważać na krępujace pytania. Nie było trudno ich ominąć, ale bardzo martwiłem sie o Kibuma. Przez resztę dnia aż do następnego nie rozmawialiśmy ze sobą. Było mi strasznie ciężko z tego powodu. Miałem ochotę złapać do siebie i przyciagnąć Kibuma jak najbliżej. Poczuć zapach jego włosów, jego skóry. Naprawdę zaczynałem się zachowywać jak dziwak.
Menadżer zaproponował nam wspólną kolację z jego rodziną. Zgodziliśmy się.
- No to co teraz zamierzacie? Kibum Hyung czy będziesz rozmyślać nad slówką? - zapytała nona nas wszystkich po zakończeniu zamawiania swojego posiłku.
- Eee... - Key'a, zatkało pytanie zadane przez córkę menadżera - ee...
- Na razie będziemy myśleć nad koncertem w Japonii, na promocji naszej płyty - odpowiedział za Key'a Onew, kamień z serca spadł mi nagle.
Nie mialem ochoty wdawać sie z przebiegłą lisicą, laszacą się za moim kibum'em. Byłem wręcz zazdrosny o to. Cały dzień niemóc podejść do ukochanej osoby, pocałować, przytulić, doprowadzało mnie do szału.
- Jong hyung dlaczego jesteś ostatnio taki jak na szpilkach? - te pytanie które zadała, szczerze nie zrozumiałem, ale jednak przy niej musiałem coś wydukać bo inaczej coś by pomyślała ta przeklęta detektyw.
- Umm... to przez to że się przeziębiłem... - wydukałem i od ray zacząłem wsuwać jedzenie które własnie nam przyniesiono.
- Jestem taka szczęsliwa że będę mogła was zobaczyć na przyszłym koncercie, nie mogę się już doczekać - pisneła, równocześnie klaszcząc w ręce.
Wszyscy zaczęliśmy jeść. Menadżer trochę gadał o planach na przyszły tydzień, oceniał także nasze postepy. To co jakiś czas ze mna gadał, niestety musiałem udawać że jestem tym wszystkim zachwycony. Jedynie co w głowie mi fiszczało to jedynie zbliżyć się do Key'a. Niestety tak sie nie stało, również jak wróciliśmy do naszego domu. Kibum wygladał jakby chcial na razie mnie unikać. Szczerze trochę było mi na rękę, za bardzo miałem dziwne pragnienia, niebezpiecznego zbliżenia się.
Dopiero rano, gdy wstałem, zobaczyłem krzątajacego sie po salonie mojego kochanego. Co chwila schylał się rozgladajac się, jakby czegoś szukał.
- Co robisz? - zapytałem zadowolony.
Kibum podskoczył ze strachu, uderzajac się o stolik.
- E... a to t-ty... s-szukam mojej MP3 - odpowiedział jakajac się jednocześnie masując się po głowie.
- To może pomogę? Ostatnio miałeś pretensje oto że nie pomagałem ci... - zaproponowałem, ale w odpowiedź dostałem to.
- NIE... nie trzeba... - schylił się ponownie -mam, widzisz... już nie potrzebuję pomocy. - uśmiechna się słodko do mnie.
Już próbował przejść obok mnie, ale złapałem go za rękę. Popatrzyliśmy na siebie nawzajem. Nie wytrzymałem i przyciagnałem do siebie Kibuma, całujac łapczywie. NIe chciałem go puszczać. Nareszcie mogłem poczuć smak jego warg, zapach jego włosów a także jakże delikatna skórę jak u niemowlaka. miałem ochotę spróbować dalej.
- C-co ty robisz.. ? Przestań ... - zwracał mi uwagę Key próbuac się wyrwać, ale ja dalej go trzymałem.
Nie chciałem go puszczać, ale niestety młody wygrał z moim uściskiem uderzajac mnie w głowę. Staną przedemna cały czerwony. Chciał coś mi powiedzieć, ale tylko otworzył usta po czym je ponownie zamkną i poszedł do swojego pokoju.
Nie wiem co się stało, że zrobił mi coś takego. W sercu zaczęło mi ściskać . Znowu poczułem, że tym razem na prawdę przestał coś do mnie czuć. Przez to miałem cały zpartolony dzień. Chodziłem jak osa. Zachowywałem się jak osa. Byłem wściekły.
- Jong co ci? - zapytał mnie Onew, właśnie wracaliśmy z sali nagraniowej.
Byłem tak wściekły za to co powiedział o mnie menadżer że ze złości żuciłem słuchawkami i wuszedłem z pomieszczenia.
- Nic.. - powiedziałem w dalszym ciagu zły.
Szczerze byłem zły na siebie, na nikogo innego. Wszedłem do łazienki i oparłem się o umywalkę.
-Hyung zostaw mnie samego, nie mam dzisiaj humoru. - powiedziałem, Onew nic nie powiedział i wyszedł z łazienki.
Włączyłem zimną wodę i ochlapałem całą twarz. Myślałem ze to mi jakoś pomoże ale to nawet i na chwilę nie pomogło. Ze złości wyszedłem z pomieszczenia i wyszedłem z budynku nagrań. Miałem gdzieś co powie na to menadżer. Jestem człowiekiem nie maszyną też mam czasem złe dni. Zadzwoniłem po taksówkę i wsiadłem do niej, kierowcy podałem adres i pojechaliśmy na miejsce. Było to te same wzgórze gdzie cała grupą przysiegaliśmy sobie a takze nasze pierwsze wyznanie, moje i Kibuma. Zapłaciłem kierowcy i wyszedłem z auta.
Myślałem ze trafi mnie szlak. przelazłęm przez barierkę i usiadłem na trawie. Nie było już chłodno jak niedawno. Słońce zaczynało coraz mocniej prażyć. Było to jednak bardzo uciążliwe jak na dzisiejszy dzień.
Wyłaczyłem telefon by nit do mnie nie dzwonił. Chciałem pobyć sam. Sam.
Dlaczego Kibum tak się zachował? Przecież mówił że mnie też kocha.
- Te puste słowa! - krzyknałem wściekły.
Z oczu zaczęły mi wypływać łzy. Byłem zły na siebie. Zabardzo chciałem sie zbliżyć do ukochanej osoby. Starałem się powstrzymywać łzy ale było to silniejsze ode mnie. Na prawdę zakochałem się w Kibum'ie. Bardzo go Kochałem i kocham go dalej. Nie chcę go stracić. Na pewno teraz. Żałowałem, że chciałem pozunać sie dalej.
Wytarłem oczy rękawem i położyłem się na trawie. Wziąłem głęboki oddech. Musiałem się wziąć w garść i przeprosić Kibuma, za nietaktowność. Za moje rządzy.
-Tutaj jesteś! - usłyszałem za sobą znany głos. Czy ja miałem deja-vu?
Key----------------------------
Tak wiem, zachowuję się dziwnie wobec Jonghyuna. Ale to przez córkę menadżera Min Ji.. Po kolacji podeszła do mnie i zaciągnęła mnie na werandę z tyłu jej domu. Czułem się dziwnie no bo co ona może chcieć? Widziałem jak się patrzy Jonghyun.. Miał minę zbitego psa. Zastanawiałem się co ona chciała. Zgasiła mnie, nie wiedziałem co powiedzieć..Bałem się i boję się teraz.. Ale kocham go.
RETROSPEKCJA.
- Wiesz Key..chciałabym z Tobą porozmawiać o czymś. - westchnęła.
- No to Cię słucham. - odpowiedziałem, jeszcze nieświadomy tego co na chce mi powiedzeć.
- A więc.- wzięła głęboki oddech. - Tae Min..trochę się wygadał.. Na Twój i Jonghyna temat..-walnęła prosto z mostu a mnie wmurowało. ALE JAK TO KURWA?!
- ŻE CO?- krzyknąłem.
- No tak.. ale..nie martw się. - powiedziała nadwyraz spokojnie. - Nie wygadam.. bo.. chyba się zakochałam.. w tym potworze..- uśmiechnęła się.
- Eeee? - odpowiedziałem nader inteligetnie. - Kim?
- No..w Taemine..chyba..I uważam tak samo jak on.. Że miłość to miłość..- powiedziała.
- No właśnie..ale proszę Cię nie wygadaj tego. - podszedł do nas maknae i spojrzał na nią bardzo poważnie.
- e.. no dobrze. Powiedziałam przecież że nie wygadam. Ale uważam że musicie uważać na to co robicie. - powiedziała i wyszła ciągnąć Tae Mina za rękę. Ten uśmiechał się jak głupi. Hm..coś mi tu śmierdzi.. niemożliwe że tak szybko to zaakcptowała.. Chyba muszę się usunąc od Jonghyuna..Stałem tak jeszcze przed chwilę na wernadzie patrząc się na niebo i wszedłem do domu.
KONIEC RETROSPEKCJI.
No i takim o to cudem..starałem się unikać Jonghyuna.. Ale za bardzo go kocham..i czuję że go zraniłem. Robiłem wszystko aby go unikać. Brakuje mi jego silnego uścisku, jego rąk, pocałunków..i wszystkiego.. całego jego. Po tym jak odtrąciłem go gdy mnie całował on zniknął.. Szukałem wszędzie dzwoniłem, lecz wyłączył telefon. Myślałem że sobie coś zrobił, albo że ktoś coś mu zrobił. Siedziałem tak na schodach przed domem gdy wpadłem na pomysł gdzie on może być, a gdzie nie szukałem. Szybko pobiegłem w stronę naszego wzgórza. Zobaczyłem go w oddali gdy siedział na tamtejszej ławce.
- Tutaj jesteś!- krzyknąłem zdyszany, ledwo stałem na nogach. Popatrzyłem na niego, miał jakieś takie dziwne szklane oczy..Podbiegłem do niego i przytuliłem się do niego.
- Martwiłem się idioto! - powiedziałem zły. - Myślałem że ktoś coś Ci zrobił albo sam coś sobie zorbiłeś. - on stał cały czas jak kamień. - Ej.. co jest?-szepnąłem. Jonghyun wyplątał się z moich objęć i odszedł pare kroków dalej.
-Pf, pytasz się jeszcze - prychnął. - To nie ja Ciebie odrzuciłem tylko ty mnie! Fajnie jest się bawić uczuciami ludzi, co nie?!-krzyknął. Zrobiło mi się głupio.. że go tak potraktowałem. Spojrzał na mnie z pogardą. - Myślałem że naprawdę mnie kochasz..oddałem Ci całe serce. A ty co? Kocham Cię i wątpię że uda mi się szybko odkochać. - wyszeptał i z oczu poleciała mu łza. Nigdy nie widziałem go takiego.. co ja zrobiłem. - Teraz milczysz?
- Dobra..bałem się że się wyda.OKEJ?!- krzyknąłem. - Córka menadżera się dowiedziała. Miałem mętlik w głowie..Ale przemyślałem to! I nie oddam Cię nikomu. Jesteś mój słyszysz?! Masz nie pierdolić głupot.. Bo mnie samego boli to co gadasz.. Wieć ogarnij człowieku. Gdzie się podział ten silny facet ktory mnie tylko chciałby przytulać i całować. Brakuje mi go, ma on natychmiast wrócić. Kocham Cię, cwelu. OK?! - zakończyłem swój wywód. On spojrzał się na mnie.. a z racji tego że nie odpowiadał to obróciłem się na pięcie i zacząłem iść. Nagle poczułem jak Jonghyun łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do siebie..namiętnie całując. Pocałunek był bardzo intensywny.
- No i tego mi brakowało - odpowiedziałem zdysznay i zarumieniony.
- Mnie też. - mruknął i wpił się w moje usta znowu. Pociągnął mnie na ławkę, usadowił mnie na kolanach swoich, nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. W końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Kocham Cie. - westchnął i przytulił mnie do siebie. - Już mi nie uciekaj.
- Ja ciebie też. Nie będę już nigdy! - i wtuliłem się w niego bardziej.
Jong--------------------------------
Czy to co słyszałem było prawdą? Chciałem wierzyć Key'owi. Ale co zrobić? Kocham go... ufam mu i nawet oddałem mu moje serce.
- Kocham Cie. - westchnąłem i przytuliłem się do Kibuma. - Już mi nie uciekaj.
- Ja ciebie też. Nie będę już nigdy! - w odpowiedzi również mocno się wtulił.
Nareszcie na prawdę poczułem się kochany. Ostatnie dni w naszym życiu ciągnęły się ciągłym podejrzewaniem, zazdrością i innymi odczuciami. Bałem sie tylko co będzie jeśli Min Ji wygada się o mnie i Key'u. Czy to będzie nasz koniec? Czy zawsze miłość się na nich musi opierać by naprawdę zaznać szczęścia? Nawet jak to jest miłość pomiędzy tą samą płcią?
Ciągle w głowie padały mi takie pytania. Siedzieliśmy długo na ławeczce. Było nam tak dobrze, ale jak to zawsze musi bywać niestety nasz czas na miłość musiała przykryć, rzeczywistość osobiście.
Wróciliśmy do mieszkania które o dziwo było puste. Nikogo nie było.
- Poczekaj zadzwonię do Onew'a - powiedział słodko Key.
Ponownie zacząłem wpatrywać się w posturę Key'a ogladając dokładnie co do J. Nie chciałem by te uczucia powróciły... te świerzbiące ręce, ale byliśmy ze sobą już dość długo. Miałem ochotę już na prawdę zbliżyć się do Key'a, ale czy by dał? Czy znowu uderzył by mnie w głowę, przez zakłopotanie? Mimo świerzbiących rąk, powstrzymywałem się ile by się dało. Key inteligentnie zaczął rozmawiać z naszym Liderem. Co róż coś potakiwał to mówił'' Tak, Rozumiem... Ok łapie''
-Onew, Minho i Taemin pojechali ponownie z menadżerem do restauracji, bo zaprosił. Powiedzieli byśmy już nie przyjeżdżali ze względu na ciebie.No i to że wrócą późno... Onew podkreśli to BARDZO.. - powiedział, ściągając z siebie bluzę.
- Jak tak .. to ok .. - mruknąłem.
Dopiero teraz zerknąłem, która już była godzina. Nie spodziewałem się, że by było dopiero po 6.
Nie patrząc na Key'a poszedłem do swojego pokoju. Musiałem coś znaleźć.
-Gdzieś musiało to leżeć.. - Powtarzałem przeglądają zawartość szafki.
Szukałem mianowicie pewnego złotego drobiazgu. Dostałem to od pewnej osoby, za pośrednictwem mamy.
- Znalazłem - ucieszony usiadłem na łóżko. Znalazłem stary medalion pradziadka był na prawdę pięknie zdobiony. Pomyślałem, by dać go Key'owi jako na przeprosiny.
- Co robimy na kolacje? - do mojego pokoju po cichu wszedł Key. - Co ty robisz?
JA w tym czasie siedziałem uśmiechając się do mojego znaleziska. Gdy usłyszałem pytanie wstałem na jak na szpilach chowając medalion za siebie.
- Co tam trzymasz? - zapytał ciekawsko Kibum.
- NIc - świsnąłem przez zęby. Miałem ochotę podroczyć się z moim kochanym.
- No pokaż co to - wiedziałem że Kibum będzie chciał wiedzieć co takiego trzymam w łapach.
Zawsze miał tendencję ciekawości by wszystko testować (PRAWDA OGLĄDAŁAM SHOW Z NIM!!) i próbować. Z ciekawości Key zaczął zbliżać sie do mnie oczekują że w ostatniej chwili zdecyduję się pokazać. Był już naprawdę blisko, co było dość niebezpieczne. Nagle zaczął mnie ni stąd ni zowąd po prostu łaskotać. Nie bojac sie konsekwencji swego czynu. Nie wytrzymałem i razem z Keyem padliśmy na moje łóżko. Było miło, lecz tochę dziwnie. Bo to szczerze ja powinienem być niżej a nie młodszy ode mnie Key. ALe nie czekając siłą przewaliłem kochasia na plecy.
-A co żeś taki ciekawski? - zaśmiałem się.
Key, zrobił się cały czerwony.
-Na reszcie wróciłeś.. - mrukną zadowolony.
-Dzieki tobie... - szepnąłem, tak siedzieliśmy w dość dziwnej pozycji. Nie chciałem jej jednak zmieniać, wiec w przypływie adrenaliny bardzo namiętnie pocałowałem Kibuma.
Mimo że nie pierwszy raz się już mizialiśmy. Ten pocałunek był jeszcze lepszy od poprzednich, ale ważne że robiłem to z osoba którą kocham szaleńczo, do upadłego.
Instynktownie zacząłem pocałunki zniżać kierując się niżej do szyi. Wciągałem woń jego skóry, która pachniała nieziemsko. Key na twarzy robił sie coraz bardziej czerwony, a ja sam nie mogłem się już powstrzymać.
Key--------------------------------
Nasze pocałunki robiły się coraz bardziej namiętne, wszystko stawało się coraz bardziej bliższe..hm..nie wiem..więcej chemii było między nami?
Obudziłem się rano w ramionach Jonghyuna, wrażenia z poprzedniej nocy do mnie doszły.. Mimowolnie się zarumieniłem i uśmiechnąłem.. Jonghyun całujący mnie, przytulający..i..i..jego silne ramiona..i..boże! Chyba nie za szybko do tego doszło co? Spojrzałem na mojego ukochanego spał jeszcze, mocno mnie oplatając ramionami. Próbowałem delikatnie się wyrwać ale nie mogłem,bo ścisnął mnie jeszcze mocniej.
- Gdzie ty się wybierasz? - mruknął.
- Do łazienki, a potem do siebie aby się ubrać i przyszykować. - powiedziałem.
- Nigdzie nie idziesz.- szepnał. - Jeszcze 5 minut. - wymruczał.
- No dobra, dobra. - westchnąłem. Leżeliśmy jeszcze z jakieś 5 minut i potem się ubraliśmy i zszedliśmy na dół na śniadanie. Jak zwykle przywitani zostaliśmy żałosnym gadaniem chłopaków. Czasem mnie doprowadzają do szału. Dziś mieliśmy spotkanie w sprawie naszego koncertu w Japonii który miał się odbyć zatrzy tygodnie, powinniśmy już ćwiczyć i dziś chyba ustalimy wszystko dokładnie związane z tym koncertem, terminy prób itp. Gdy zjedliśmy pojechaliśmy do firmy. Okazało się że za jakiś tydzień lecimy do Tokio, i tam będziemy ćwiczyć do koncertu. Hm.. dawno tam nie byłem. Miło będzie powrócić do Japonii i pochodzić po ulicach Tokio. Jonghyun cały czas się na mnie gapił, peszyło mnie to. Ale nie dawałem po sobie poznać.
Jong------------------------------------
Ta noc... Ta noc była dla mnie nie zapomniana. To jednak była ta osoba. Ta jedyna, odpowiednia. Moje serce teraz przepełniało się najlepszymi myślami. Ta noc zapisze się do jedynych niezapomnianych. Móc dotykać ukochanej osoby jest w samo w sobie niesamowite.
Jeszcze spałem gdy poczułem jak coś chce już wstać był to Key.
- Gdzie ty się wybierasz? - mruknąłem jeszcze śpiący.
- Do łazienki, a potem do siebie aby się ubrać i przyszykować. - odpowiedział mi perfidnie.
- Nigdzie nie idziesz.- odpowiedziałem stanowczo. - Jeszcze 5 minut. - na koniec wymruczałem jak kot.
- No dobra, dobra. - udało mi sie kochanego Kibuma namówić by poleżał jeszcze obok mnie. Przyciągnąłem do siebie bardzo mocno, w nagrodę dając całusa w czoło. Byłem taki zadowolony, jak dziecko. Zarumieniłem się przypominając sobie nocne sceny z naszych... igraszek.
Ale mimo wszystko było mi dobrze w towarzystwie Kibuma. Mimo, że nie jesteśmy ze sobą długo, to wiele przeżyliśmy. To wypadek Kibuma przeze mnie, to małe nieporozumienia, aż na koniec... To że córka menadżera dowiedziała się o nas. Może jak pojedziemy do Japonii będziemy mieć chwilę spokoju. Miałem taką nadzieję.
Te nasze 5 minut niestety się skończyło, a ja dalej miałem ochotę nie puszczać Key'a z moich ramion. Niestety skubańcowi udało się wyrwać z mojego uścisku i zaczął zbierać nasze rzeczy z podłogi. Szybko odział się jakby się wstydził. Było to strasznie słodkie. Po kryjomu każdy z nas wyszedł z mojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłem że mam w kieszeni medalion rodzinny. Postanowiłem go trochę odnowić zanim podaruję rodzinną pamiątkę osobie którą kocham. Ciekawe czy spodoba mu się mój prezent ode mnie.
Już w firmie dowiedzieliśmy się, że za tydzień jedziemy do Tokio by tam już ćwiczyć i dać przed głównym koncertem mini dla vipów.
Cały czas przyglądałem się Kibumowi. Nie mogłem od niego oderwać wzroku. Na reszcie na prawdę stał się mój. Stał się osobą bliższą niż inni. Naprawdę bliższą. Kibum mimo wszystko starał się nie zwracać uwagi na to, ale ja jednak to zauważyłem.
Pokrótce wróciliśmy do domu. A ja zabrałem się do pokoju by poszukać jakiś osób którzy zajmują się naprawianiem biżuterii i innych drobiazgów.
-Jong znowu się zaszyłeś w pokoju.... co robisz? - zapytał Onew wchodząc do mojego pokoju, szczerze bez pukania.
Staną obok mnie. Szybko musiałem zminimalizować karty jakie pootwierałem. Zrobiłem chyba to nie potrzebnie.
- A nic takiego - odwróciłem się uśmiechając się sztucznie.
- Coś ukrywasz.... - uśmiechną się tajemniczo Onew.
Ciarki przeszły mi po plecach ze strachu.
- Szukam kogoś do napraw starych biżuterii. - wyciągnąłem z kieszeni medalion. - właśnie znalazłem pamiątkę rodzinną i chcę ją naprawić..
Onew dopiero teraz zrobił ludzką minę i zaczął oglądać cudeńko.
-Ahhh więc oto chodzi. Ma niezwykłe zdobienia. - mówiąc mi to oddał przedmiot.
Byłem dość zdziwiony reakcją Onewa.
- W Tokio jak będziemy jest tam dobry Zegarmistrz, zajmuje się też naprawą starej biżuterii. Kiedyś do niego chodziłem jak byliśmy ostatnio. Świetnie staruszek naprawia. Podam ci później adres.
- Nie mów nic Kibumowi... za ciekawski jest.... - powiedziałem nagle za nim Lider nie wyszedł z pokoju.
- Nie ma sprawy. - usmiechnął się ponownie dziwnie zostawiając mnie samego.
Patrzyłem sie jak głupi na drzwi od mego pokoju. Od niedawna Onew zachowywał się jak dziwak. Czy też znalazł sobie kogoś? Kto wie.
Ponownie zacząłem zbierać się za penetrowanie stron w internecie. Teraz zająłem się szukaniem informacji o tym dziwnym przedmiocie i co oznacza.
Na trafiłem na dość tajemniczą stronę, strasznie mnie to zaintrygowało. Bo medalion był podobny do mojego. Pochodził z Francji z XV wieku. dość stary był. Mój medalion pewnie był tego podróbką.
Siedziałem czytając informacje o tym przedmiocie. Przez to nawet przegapiłem obiad. Ale pisały tam bardzo ciekawe rzeczy. Ile był na aukcjach wyceniany. Jego cena była niesamowicie wielka. Na Koreańskie wony ceny dochodziły na ponad 100 milionów won. Mimo wszystko to była wysoka cena, za takie maleństwo. Jego atutem było jak przeczytałem, ręcznie zdobienia co jest to bardzo trudne.
Jedna osoba to robiła.
-Jong, jak nie przyjdziesz jeść teraz... to zrobię to siłą!!! - za plecami z dołu usłyszałem zdenerwowany głos Key'a szybko wyłączyłem komputer.
I udając że nic się nie stało zszedłem na dół.
____________________________
Mamy nadzieję z Tanoshii że notka wam się spodoba ;D